środa, 7 września 2011

Pozycja 69 czyli jedyny możliwy dziś (i jednocześnie najbardziej demokratyczny) ze sposobów na przewrót w Polsce

Pozycja69 to sposób na pozbycie się watahy pierwszoplanowych polskich polityków. Sposób jest prościutki. W najbliższych wyborach głosujemy na jedną z pozycji 6 lub 7 lub 8 lub 9 na listach dowolnej partii politycznej (generalnie tej, która najmniej nam przeszkadza). Według polskiego systemu wyborczego do sejmu RP wejdą politycy, którzy na liście otrzymali największą liczbę głosów. Czyli według naszego działania będą to osoby wybrane z pozycji od 6 do 9. Jeżeli do sejmu nie wejdą politycy z pierwszych pozycji to oznacza, że w ciągu jednego dnia znikną stare, gadające głowy. Będzie to najinteligentniejszy przewrót w historii. Jeżeli skorzystamy z pozycji69 wszystkie ‘gwiazdki’ polskiej polityki wypadną z gry w ciągu jednego dnia w sposób niebywale demokratyczny, bezkrwawy, nowoczesny i wyjątkowo skuteczny. I to na długo. Boisz się, że posłowie z pozycji 69 nic nie potrafią i będą złym wyborem. A co potrafią 'liderasy' partyjne? To już wiesz sam. Pozycja69 to gwarancja, że obecny polityczny beton sejmowy pęknie w ciągu jednego dnia jak bańka mydlana. Pozycja69 daje nam szansę wyrównania rachunków z posłami z Wiejskiej. Nie zmarnujmy jej. Nie wiesz jak głosować oto odpowiedź - pozycja69.


Powodzenia.

sobota, 6 sierpnia 2011

6.08 Pamiętamy

Fly the little bird to Hiroshima, and the way a load. Speak magic word to Hiroshima, let the sky explode, There's a shadow of a man at Hiroshima, where he passed the moon.In a wonderland at Hiroshima, where he die to soon. And the world remembers his face, remembers the place was here. Fly the little bird to Hiroshima, and the way a load. speak magic word to Hiroshima, let the sky explode. And the world remember his name,remembers the flame was Hiroshima (Hiroshima most the fame, know his face and know his name,Where remember real the place most here) Shadow of man at Hiroshima, where he passed the moon. In a wonderland at Hiroshima, where he die to soon.And the world remembers his name, remembers the flame was Hiroshima.

wtorek, 19 lipca 2011

Dziś oficjalna premiera 'MojegoBarlinka'

prolog do ekspozycji:

Walt Whitman "Once I pass' d through a populous city" (...) Bawiłem raz przejazdem w pewnym ludnym mieście, gdziem odciskał w mózgu na przyszły użytek kontury miejscowych widowisk, architektury, obyczajów, tradycji, A jednak dziś z całego tego miasta pamiętam tylko spotkaną tam przygodnie kobietę, która z miłości do mnie zatrzymywała mnie, Byliśmy ze sobą dzień w dzień, noc w noc - wszystko inne zdążyłem dawno zapomnieć, Pamiętam – mówię - jedynie tę kobietę - lgnącą do mnie żarliwie, Znów błąkamy się, łączymy w miłości i rozstajemy znowu, Znów trzyma mnie za rękę, nie wolno mi odejść, Widzę ją tuż przy sobie, z milczącymi wargami, w których jest tylko smutek i drżenie (...) Walt Whitman "Once I pass' d through a populous city"

Są rzeczy, które się lubi i są rzeczy, które się kocha. Aby przemienić lubienie w miłość potrzebna jest pewna doza irracjonalności, wyrzeczenie się części zdrowego rozsądku, zaniedbanie rzetelności w ocenach. Potrzebna jest namiętność, jakieś objawy psychosomatyczne – walenie serca, łzy w oczach, drżenie głosu. Tak się kocha drugiego człowieka, tak się też kocha książki, filmy, czy nawet całe miasta.

Tej wystawy nie dedykowałbym nikomu. Chcąc być politycznie poprawnym, powinienem był dedykować ją miastu i tylko jako takiemu właśnie. I byłbym to już uczynił, gdyby nie poczucie pewnej nieprzyzwoitości opatrywania osobistą dedykacją ekspozycji, w której usiłowałem Barlinek - ukazywać zawsze w kontekście, sprowadzić 'aż' czy 'też' i jedynie do tła, do sceny gdzie rozgrywają się rzeczy ważne. Sfotografować, dla lepszego zrozumienia, początki tej długiej choroby serca. Jak mówi motto wystawy: Fotografia nie jest tu najważniejsza, jest tylko pretekstem. Więc każda najdłuższa dedykacja byłaby niepełną i tak jedynie banalną formą: (tutaj niepotrzebne skreślić !) / zaznaczenia / uchwycenia / wyrażenia / zapisania / podkreślenia / wyróżnienia czy zapamiętania miłości tak rzadkiej próby. Co istotne, co ważne, to samo, po latach z miasta B. Czy też może inaczej, uczciwiej: po latach z miasta R.

Gdy obejmuję myślą, cały ten czas barlinecki, który od czternastu lat jest moim udziałem, odpowiadam sobie, że taki przywilej, nie mógłby przypaść tylko mnie jednemu, że w dziejach tego czy innego miasta i miejsca, w takim czy innym fotograficznym eseju tak samo musiał, choćby ukryty gdzieś w cieniu, być jednak ktoś, kto nie przepuści źle skadrowanego, niefortunnie czy błędnie naświetlonego zdjęcia, które znużeni jesteśmy pominąć; kto, jeśli zajdzie potrzeba, po dwadzieścia razy będzie przeglądał wątpliwe zdjęcia; kto je oprawi za nas w passe-partout i powiesi na ścianie; ktoś, kto nas pamięta, czasem z nami walczy; kto z niemal równym naszemu uniesieniem dzieli z nami radość, jakie dają sztuka i życie, i dzieli trud jakich one wymagają, nigdy nie nudne, nigdy nie lekkie i nigdy nie nijakie; kto nie jest ani naszym cieniem, ani naszym odbiciem, ani nawet naszym uzupełnieniem, tylko sobą samym; kto pozostawia nam swobodę tworzenia, a jednak zmusza nas, abyśmy w pełni byli tym, czym jesteśmy. Oraz kim dzisiaj jesteśmy w Barlinku.

ekspozycja i nieco więcej na www.mybarlinek.pl


wtorek, 21 czerwca 2011

Według Kodeksu Prawa Kanonicznego, osoba która odstąpiła od wiary szerząc przy tym co gorsza publicznie herezje, zasługuje z mocy prawa kanonicznego na ekskomunikę i wieczne potępienie
 

Jako że pasuję w stu procentach do opisanego wyżej profilu, będąc uczciwą osobą, postanowiłem uświadomić czarne struktury jaki to zgniły owoc wciąż i uparcie trzymają w swoim jakże szacownym zbiorze tak zwanych wiernych.

Z pokorą i skruchą wystosowałem stosownego e- maila do kurii adekwatnej co do adresu mojego zameldowania.

W korespondencji tej zadenuncjowałem sam siebie, załączając linki do moich co bardziej obrazoburczych i świętokradczych wypowiedzi z internetowych forów publicznych, licząc na stosowną karę przewidzianą w Kodeksie Prawa Kanonicznego.

Niestety okazało się że 'przenajświętszy kościół' swoje własne prawa ma dokładnie w tym samym miejscu co prawa świeckie.

Nawet nie doczekałem się odpowiedzi.

Swoją drogą ciekaw jestem jak odprawienie takiej ekskomuniki wygląda w praktyce, i czy z okazji bycia ekskomunikowanym otrzymuje się stosowny certyfikat?

Dokument taki oprawiony w ramki, bardzo pięknie prezentowałby się na honorowym miejscu w moim domu.

Póki co nie tracę nadziei, licząc na sprawiedliwe potraktowanie mojej osoby przez kościelny wymiar sprawiedliwości.

Gwóźdź wbity w ścianę czeka.

środa, 8 czerwca 2011

Przychodzi klient do sklepu fotograficznego.

Od razu i od wejścia zainteresowała go lustrzanka analogowa ( taka w wersji bez obiektywu za około 400 zł )
 

Klient: - Dzień Dobry, jestem zainteresowany tą lustrzanką.
Sprzedawca: - To jest lustrzanka analogowa.
K: -Tak? a tak jak ona stoi to co ja jeszcze potrzebuję żeby robić świetne zdjęcia?
S: - Potrzebuje pan kliszy i obiektywu.
K: - Aha, a jaki najtańszy macie obiektyw?
S: - Ten. 50 mm f1,8.
K: - A 50 mm to, co to znaczy?
 

Tutaj sprzedawca tłumaczy klientowi co to jest ogniskowa, przesłona i jak wielkie ma to znaczenie.
 
K: - A tą przesłoną, to jakie mam zbliżenie?
S: - To jest obiektyw stałoogniskowy i nie ma zbliżenia, za zbliżenie odpowiada ogniskowa.
K: - To jaki będę miał zoom na tym obiektywie?
S: - Ten obiektyw nie ma zoomu.
K: - To ja chcę taki z zoomem.
S: - Ten tutaj ma zoom.
K: - To za drogi, a jaką pamięć ma ten aparat?
S: - To jest lustrzanka analogowa i nie ma pamięci.
K: - To na co zapisuje zdjęcia?
S: - Na kliszę
 

(Trudno się nie roześmiać, ale powaga musi być)
 
K: - A gdzie jest podgląd zdjęć?
S: - Tu nie ma wyświetlacza, film trzeba wywołać.
K: - A nie ma takiej z podglądem?
S: - Jest (Sprzedawca pokazuje najtańszą cyfrową lustrzankę)
K: - O, to za drogo. A jaką by pan polecił kartę pamięci do tego aparatu (pokazuję na analoga po raz kolejny)
S: - Do tego aparatu nie ma kart pamięci, on jest na kliszę.
K: - Ahaa, bo wie pan ja się tak pytam, bo chodzę do szkoły fotograficznej i muszę mieć jakiś aparat.

może jednak nie.


źródło: facebook

piątek, 22 kwietnia 2011

Piątek jak piątek

Bracia i siostry w braku chrystusa pana. Męczy mnie jak żydzi pana jezusa w wielki piątek pytanie, czy jeść to jajko na twardo, czy raczej pryncypialnie gardzić i  jajkiem, i  szyneczką? Ateistyczna liturgia na niedzielę wielkanocną co właściwie mówi tym, którym żadna palma nie odbiła? Azaliż w dzień wielkopiątkowy myć ręce i pościć, koszerną golonką świętować lubo też korki do uszu włożyć i udawać, że piątek jak piątek?

źródło i pełny tekst na: racjonalista.pl

czwartek, 27 stycznia 2011

OGARNE czyli Wzruszająca troska wielkich firm
  
Rozrywam kopertę od pomarańczowego operatora mojego telefonu i cóż widzę? - prośbę o zamówienie elektronicznej faktury. 'Ratujmy drzewa' krzyczy mój operator na pięknym papierze. Wzruszam ramionami i wrzucam papierowy notesik dołączony do koperty w celu ominięcia monopolu Poczty Polskiej na półkę. (na której zalega już kilka podobnych)
Tak Więc, Płaczę nad rachunkiem za komórkę (znów nici z oszczędności na rozmowach), odwracam i co widzę? 'Pomóż ratować polskie lasy' zamów elektroniczną fakturę". Wzruszająca troska wielkiego koncernu o ekologię wzmaga moje łkanie. Szczególnie gdy przypomnę sobie zakaz wyłączania komputerów, motywowany koniecznością szybszego logowania się kolejnych zmian. Ileż węgla spalono by zaspokoić apetyt tych maszyn! Ale troska troską, trzeba dbać o środowisko i operator walczy o to, bym zamówił fakturę w wersji elektronicznej.

Otwieram wyciąg z banku i co widzę - 'zamów elektroniczy wyciąg' prosi mój bank. 'To wygoda i ekologia w jednym' - twierdzi. Wzruszam się patrząc na ekran komputera i zestawienie kilku ostatnich transakcji. Wyciąg służy mi do ogarnięcia całości. I tak bym go drukował. Z lenistwa rzecz jasna.

Otwieram gazetę i co widzę? Kolejny bank chce ratować polskie drzewa, a nawet sadzić nowe. Wystarczy zrezygnować z papierowego wyciągu...

I zaczynam się zastanawiać.

No bo jest tak - jeżeli będę chciał odliczyć sobie wydatki na internet i tak będę musiał sobie fakturę od kablówki wydrukować. Urząd skarbowy w żadnym wypadku nie zadowoli się nigdy elektroniczną wersją, więc papier i tak muszę mieć.
Jeżeli będę chciał rozliczyć rozmowy służbowe z komórki to i tak muszę przynajmniej rachunek szczegółowy mieć na papierze i zakreślić te rozmowy, za które firma ma mi zapłacić.
W zasadzie tylko wyciąg mogę mieć w wersji elektronicznej, no chyba że będę musiał jakieś wydatki służbowe rozliczać, jeżeli nie daj boże będę frajerem na tyle dużym by dokonywać ich z prywatnych pieniędzy i rozliczać post factum.
Tak czy inaczej potrzebny mi jest papier. Mnie jest, ale dla firm to koszt, który chętnie by na mnie przerzuciły. Dlatego też, choć ich troska mnie wzrusza i łezka w oku się kręci, to pozostanę przy papierowych rachunkach. W stosownym czasie i tak wrzucę je do kosza przeznaczonego dla śmieci przetwarzalnych. I z moich starych rachunków zrobi się nowy papier na nowe rachunki. Albo chociaż papier toaletowy.
A ja zaoszczędzę trochę swojego tonera i mojego prądu.
Do następnego.

sobota, 15 stycznia 2011

Męska rozmowa o kobietach
Mimowolnie zasłyszana w pociągu na trasie Stargard-Szczecin: 
- Stary, pogadajmy o dupach...
- Eeeee... o dupach? Jak są, to dobrze, jak nie ma też dobrze...
- No. Tylko czemu bilety do Szczecina są takie drogie?
- Tak. Drogie... i dlatego związki na odległość nie mają przyszłości...

A niech mnie, może i coś w tym jest ...

piątek, 7 stycznia 2011

Z cyklu rozmów romantycznych w Obserwatorium Negativland
W rolach głównych:[J] - ja, oraz [M] - Meg
[J]: - Piękny księżyc w nowiu dzisiaj, kochanie...
[M]: - Jak w nowiu, to nie piękny, bo go nie ma...

W pięknych okolicznościach wszechświata (i niepowtarzalnych) bądź że człowieku romantykiem - a przynajmniej się staraj.
c.d.n.

czwartek, 6 stycznia 2011

Dziękowanie
 
W imieniu Ateistów i Wolnomyślicieli - których mam zaszczyt być przedstawicielem - dziękuję chrześcijanom za kolejne wolne dni od pracy! Tak trzymać koledzy i koleżanki - baranki...

środa, 5 stycznia 2011

Dyskusyjny Klub Filmowy

'Dym' w reżyserii Waynea Wanga
oraz 'Dróżnik' Thomasa McCarthyego...
Każda próba zamknięcia ich w słowach powinna być karalna.
Bo po obejrzeniu takich filmów można już tylko milczeć. I pokornie żyć dalej.

Albo umrzeć.

wtorek, 4 stycznia 2011

Awaria komputera wyczekuje cierpliwie

na najbardziej niedogodny moment, aby bezlitośnie zaatakować.

- Ale dlaczego dzisiaj?

- Czy Ktoś może mi kawy zrobić?!
 

- Dziękuję :)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Cytat miesiąca
 
Był sobie razu jednego człowiek. Zwyczajny, normalny, jakich wielu, niczym nie wyróżniający się wśród podobnych mu ludzi, poza jednym szczegółem, ale wewnętrznym, wcielonym, więc nie rzucającym się w oczy, takim mianowicie, że ten człowiek nieco bardziej niż drudzy czuł w sobie jakąś jakby cząstkowość, fragmentaryczność, niepełność, niecałkowitość, jakieś jakby rozdarcie, rozerwanie, pęknięcie, przełamanie, przerwanie. Coś nie tak, coś tu nie tak w tym wszystkim - mówił sobie niekiedy ten człowiek, głośno sam do siebie lub w myśli. Ale nie wiedział, jak ma być ani nawet nie wiedział, co jest nie tak w tym wszystkim. Nie mógł dokładnie określić natury swojej niewygody ani jej dokładnie w sobie umiejscowić. Gdzieś to tam w środku na pewno było i bolało'
 
źródło: Edward Stachura/Fabula Rasa

niedziela, 19 grudnia 2010

sobota, 11 grudnia 2010

Czekam,

na szczerą rozmowę, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora. Każde słowo jedynie zasłania. Ukrywa rzeczywistość. Zmęczenie, słabość czy niepewny chłód. Jak latarka, która już ledwie mruga, kiedy bateria się wyczerpuje. Życie jest pełne i niemal doskonałe, to rzecz pewna

Któregoś dnia rzucę to wszystko i wyjdę rano, niby po chleb...


 Dziwne, a jeszcze przed chwilą była niedziela...

11 grudnia 2010, Sobota rano.

czwartek, 9 grudnia 2010

Echa barlineckie

Komputer zamruczał. Jest odpowiedź.
Z Barlinka. Otrzymałem 1/4 Strony.
W każdym z miesięcznych papierowych wydań. 
Fotografia + felieton poetycki do niej
 
Mam wrażenie, jakbym tam wciąż był.
I nadzieję, że kiedyś znów będę. Niebawem.

środa, 8 grudnia 2010

John Lennon & Yoko Ono inspired (tutaj niebawem pojawi się fotografia która niektórych z was zbije z nóg)

wtorek, 7 grudnia 2010

fotografia: 'Meg' Marcin Nowak

 Pewność.
 
Lubię, jak Kobieta stwierdza:
Jestem wyjątkowa.
I wiem o tym. Iż tak.

piątek, 12 listopada 2010

Fotografia: 'PałacykCebulowy 2010A.D.'
Marcin Satie N.

Ostatnia z konfrontacji Barlinka

Rzeczywistości dzisiejszej z Barlinkiem rzeczywistości Od... miennej wypadła niespecjalnie i na korzyść - tego drugiego - z utrzymującą się dodatkowo, tendencją spadkową. Ale jednak Warto. Chociażby dla samego widoku powyżej.

wtorek, 2 listopada 2010

Dziś 2 listopada

Podróż w przeszłość bez powrotu... Gniew. 
Nie wzruszenie, zamyślenie, i nic takiego. Analiza. 
Tylko gniew. Czasami wściekłość.

Cóż. Wszystkiego w dniu, Renato.

sobota, 30 października 2010


fotografia: 'Synapsis' Marcin Nowak

Tydzień jest za krótki - na siebie
 
Powinności, konieczności i obowiązków zbyt wiele.
By się pomieściły w tych marnych.
168 godzinach.
O ‘chceniach’ nawet nie wspominam.
A braku czasu i tak. Winny jestem ja.
senny i depresyjny.  
Notatki
Piszą się.
W głowie.

Tematy?
Zdjęcia, Firma, Nic… 
Tydzień jest za krótki. Na siebie, dla siebie.
(i) Nie ciśnie się nic pod palce (migawek oraz klawiatur)
Obecność zaznaczam Swą.
Niepublikowaną 'Synapsis'

W kolejne nie wątpię.

piątek, 29 października 2010


Czy da się określić jednym słowem …

*kompleksy (szczególnie ten niższości) pokrywane zarozumialstwem i bufonadą
*brak jakiegokolwiek szacunku dla własnego państwa i rozumienia jego interesów
*arogancję wobec nacji uznawanych za gorsze
*myślenie magicznie (a zwłaszcza liczenie na cuda)
*skłonność do oszukiwania, eufemistycznie nazywanego 'kombinowaniem'
*wszechobecną niekompetencję
*bezinteresowną nieuprzejmość
*niechlujstwo, niepunktualność, niesłowność i bylejakość?

A wszystko to tak stargardzkie, tak szczecińskie - że aż chce się wyjechać na dłużej.

wtorek, 19 października 2010

GrabażKrólów fotoreportaż (w przygotowaniu)

wtorek, 12 października 2010
























Otworzenie reportaż roboczy (tekst w przygotowaniu)

piątek, 30 lipca 2010



Todo Sobre Mi... Almodóvar poproszony pewnego wieczoru o projekt plakatu na Łódzki festival filmów niejakiego P.Almodóvara - i jakże mogłem odmówić?

Nie Mogłem.


(projekt na wglądówce)

czwartek, 29 lipca 2010

O tym wpisie, co tu był i już go nie ma

Muszę przyznać, że dziś mi się ten wpis, który tu był, (a już go nie ma) już tak nie podobał, jak wczoraj w nocy, gdy powstawał. Nazajutrz próbowałem go jeszcze jakoś uratować, lecz żadna czytelna całość nie chciała mi z tego wyjść. W dodatku okazało się - to jednak zaskoczenie - , że na tzw. 'targecie' nie ma na ten temat absolutnie żadnego zapotrzebowania.

O czym to było? – lepiej przemilczeć.

zatem ...

piątek, 23 lipca 2010

Kawa. Poczta. Trójka .

Planowanie telefonów na dzień bieżący. 
Dzień jak co dzień.

środa, 21 lipca 2010

Moja dysfunkcja psychiczna

polegająca na pojawieniu się więcej - niż  w jednej - osobowości powoduje, że pierwszy ja wyciąga aparat coraz chętniej i robi zdjęcie, a drugi ja – po wywołaniu i rzuceniu okiem na efekty – nie ma ochoty patrzeć nawet na wynik (a co dopiero naświetlać!). Trzeci ja planuje jakieś duże przedsięwzięcia fotograficzne (w branży mówi się: projekt), a czwarty ja wraca czasem do Barlinka. Piąty wraca emocjonalnie. Szósty wraca fotograficznie a siódmy... jeszcze inaczej. Ósmy ja planuje z tęsknotą zakup nowych albumów, a szósty nawet nie chce zbliżać się do jakichkolwiek książek (nie wspominając już o albumach fotograficznych) Dziewiąty ja z kolei prowadzi firmę oraz wystawia faktury. Dziesiątego – lepiej przemilczeć.

I jakoś to…
tak właśnie
leci.

PS. Tak wiem, że sam sobie
piwa tego nawarzyłem. 
I jak, do licha, z powrotem - skonsolidować te osobowości? W Jedno.

wtorek, 20 lipca 2010

 Na zdjęciu: triumfalny wjazd do Barlinka AD2010

Podróż zastąpił Dowóz.

Ostatnio łatwiej znieść abstynencję wyjazdową, bowiem podróże w takim sensie, w jakim odbywałem je kiedyś – jako zmysłowe poznania – zanikły. Nie ma już podróżowania w odysejskim sensie tego słowa. Pozostała jedynie, szybsza lub wolniejsza zmiana miejsca. Podróż zastąpił Dowóz.

środa, 14 lipca 2010


Sny o przeszłości

Śnią mi się.
Jak głupie.
Gęste. Barwne. Śmieszne. Groźne.
Słów i zdarzeń pełne.
Niepamiętane zupełnie.

Przychodzą nawet podczas.

Drzemki. Dziesięciominutowej.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Dawno, dawno temu

... niejaki Tomasz Beksiński rozpuścił po Polsce czarne koty.

piątek, 9 lipca 2010

Sowom zawsze wiatr w oczy. 

Za ChinyLudowe-i-ciut-więcej, nie możemy z Magdaleną zrozumieć, iż wszystko (prócz knajp) w tym świecie podporządkowano skowronkom.

Do pracy trzeba chodzić na siódmą lub ósmą, co dla każdej normalnej (a nawet nie-go-ty-ckiej) sowy  jest absurdalnie wczesną porą ! nawet choćby dzień wcześniej poszła spać o 20 (i spała bite 11 godzin !) Żeby chodzić w godzinach późniejszych, trzeba  by zatrudnić się w warzywniaku czynnym od 10:00 - ewentualnie na stanowisku wymagającym pracy zmianowej - podle płatnej zazwyczaj, lub być wolnym strzelcem w jakimś niszowym zawodzie.

(gdyż) Całej reszcie zawodów, i nie wiedzieć czemu, ton nadają właśnie 'te pieprzone' skowronki, o których powszechnie wiadomo, że i tak są mniej kreatywne niż najmarniejsza sowa

(mit że podobno - bardziej dokładne)

Innymi s{ł}owy mówiąc, hukam tu wielki spisek nie-kreatywnych, mniej zdolnych i pedantycznych skowronków.

Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że wstając przed 7 i nie mając po pracy, nic już z dnia - w zasadzie  - nie jesteśmy w stanie niczego zrobić do końca, skutecznie rozbici faktem, iż musimy wstać w porze, w której nasz organizm najbardziej domaga się snu?

Sowom zawsze wiatr w oczy – a skowronkom dziękujemy. Długanoc.

czwartek, 1 lipca 2010

Tak wiem. NGLblog prawie umarł

i tak, … mam przez to wyrzuty sumienia. A na swoje usprawiedliwienie tylko to, iż przez ten czas - zmienił się mój status prawny. Po czterech latach zostawiłem swoją rodzimą firmę i oficjalnie od 1 Czerwca występuję pod nazwą NegativlandGraphics oraz wystawiam i przyjmuję faktury.

Firma w dużej mierze powstała dzięki dotacji unijnej.

Sam wniosek to droga przez mękę - kropki, przecinki, parafki, pieczątki, zaświadczenia, poświadczenia i dowody - od życiorysu po portfolio - setki ścieżek wydeptanych do urzędów i dziesiątki godzin spędzone nad samym pisaniem wniosku. Tak, Miałem dość, ale że nie lubię, poddawać się w połowie drogi więc dociągnąłem sprawę do końca. Wniosek poszedł do oceny formalnej po 2 miesiącach od poczęcia starań. I cisza. Czekanie. Po niespełna miesiącu od złożenia, 24 kwietnia telefon, a w słuchawce pani mi gratuluje i informuje że dostałem dotację - 100% wnioskowanej kwoty! Dumny jak paw i szczęśliwy poleciałem podpisać papierki. Tak, miłe to uczucie na własnej skórze przekonać się, że dotacje unijne to nie mit. Zachęcam wszystkich którzy zastanawiają się czy warto - WARTO poświęcić ten czas i trochę nerwów - to niewielka cena za to co można zyskać.

Taki przykład na przykład: I zakup z początku listy: Nareszcie ekran ma godnego siebie reprezentanta na powierzchni biurka. Teraz mogę malować zamaszyście od krawędzi do krawędzi! :) Jestem zaskoczony zmianą jaka zaszła w jakości pracy po wymianie myszki na tablet, zupełnie inne wrażenia - nieporównywalne!  Ekraniki wbudowane w tablet ‘gadają’ nawet do mnie po polsku - niby drobiazg a cieszy.  (Swoją drogą Menu pomocy opisującej co w danej chwili robi konkretny klawisz mogłoby pojawiać się w każdej wersji tabletu. Szczęśliwi nabywcy Intuos’a4 mają jak wyżej - a co mają powiedzieć pozostali ?)

To tyle gwoli wyjaśnienia - niedługo pierwsze produkcje trafią na bloga.

środa, 30 czerwca 2010

Wolna trójka pod trójką
 
Jest ich czterech. Dzieli ich wiek, poglądy polityczne, i zawody. Połączyło mieszkanie w przyczepie, która stanęła przed warszawską siedzibą rozgłośni, i to, że od lat są jej słuchaczami. No i to, by nowy szef stacji Jacek Sobala został w końcu odwołany.
 

środa, 12 maja 2010





I'm taking a ride
With my best friend
I hope he never lets me down again
He knows where he's taking me
Taking me where I want to be
I'm taking a ride
With my best friend...

Czyli koncert Depeche Mode
'Łódź jest czarno-biała' (tekst w przygotowaniu)